Bies Czadowe. Piekielnie czarne.

Siedząc za kółkiem i jadąc krętymi drogami, minęliśmy Połoninę Wetlińską, Caryńską i dotarliśmy do niewielkiej wioski, liczącej sobie jedynie stu mieszkańców. Zaparkowaliśmy, a w nasze oczy rzuciły się wystawione przed sklep piwa z browaru Ursa Maior. Minęliśmy je aby sprawdzić, czy może w tym sklepie mają może coś dobrego, a naszym oczom ukazały się m.in. produkty Pinty oraz nieznane dotychczas Biesczadowe. No to pomyśleliśmy, że weźmiemy i spróbujemy.

Jak widać, nawet zdala od cywilizacji, w jednym z ostatnich miast w Polsce przed granicą z Ukrainą, można znaleźć np. Pintę. A my, ujęci pięknem okolicy, postanowiliśmy spróbować lokalnego produktu. Oczywiście nie przeczytaliśmy etykiety, a kierowaliśmy się jedynie grafiką z diabłem, widoczną na jej froncie. Ta nam się spodobała, dlatego zdecydowaliśmy się na Piekielnie Czarne, a więc ciemną odmianę jednego z trzech rodzajów piwa Bieszczadowe. Pozostałe dwa to Plaster Miodu oraz Jasne Niepasteryzowane. I ten wybór był jedną z dwóch „porażek”, które odnieśliśmy tego dnia.

Po zakupach udaliśmy się na szlak prowadzący na najwyższy szczyt Bieszczad, czyli Tarnicę. Zwłaszcza początek szlaku, uraczył nas zielenią i bogatą roślinnością, która wygląda naprawdę pięknie. Jak większość bieszczadzkich szlaków i ten był opatrzony w tabliczki, z krótkim opisem okolicznej przyrody. Jedna z naszych porażek polegała na tym, że samej Tarnicy niestety nie udało nam się zdobyć, gdyż już przed samym Szerokim Wierchem pogoniła na burza z gradem. Przemokliśmy do suchej nitki, więc przełożyliśmy degustację na kolejny dzień.

ciemne biesczadowe piwo

Drugi dzień postanowiliśmy spędzić nad bieszczadzkim morzem, czyli jeziorem Solińskim. Tam też zdecydowaliśmy się na degustację Biesczadowego i uświadomiliśmy sobie, że ponieśliśmy drugą porażkę. Mianowicie Biesczadowe, jest produkowane w browarze w Raciborzu. A więc takie z niego piwo lokalne, jak z koziej dupy trąbka. Poza tym, pamiętając nasze poprzednie spotkania z produktami browaru w Raciborzu, do Biesczadowego zabraliśmy się pełni obaw.

Jak się okazało uzasadnionych. Piwo wygląda co prawda bardzo ładnie. Ma ono ciemnobrązowy kolor, przechodzący w rubinową czerwień. Zaraz po przelaniu piwa, jego powierzchnia pokryła się wysoką i gęsta pianą, która niestety po chwili zredukowała się do cienkiej białej warstwy. W zapachu wyczuwaliśmy przede wszystkim żelazo.

ciemne piwo biesczadowe

W smaku mieliśmy do czynienia ze słodkim piwem o karmelowym posmaku. Goryczka jest na bardzo niskim poziomie, a słodycz dominowałaby cały profil piwa, gdyby nie to, że z każdym łykiem w kubki smakowe wbija się żelazny gwóźdź. Piwo jest wyraźnie utlenionione, przez co cały czas wyczuwalny jest żelazny posmak, skutecznie niszczący wszelkie walory smakowe, zapewnione przez karmelowe słody. A szkoda, bo mogłoby powstać słodkie, karmelowe i przyjemnie pijalne piwo.

piwo biesczadowe czarne

I po raz kolejny się okazało, że trzeba przeczytać etykietę zanim się coś kupi. Biesczadowe okazało się po prostu niesmacznym piwem o żelaznym posmaku, którego lepiej unikać. Ale nawet gwoździe nie zepsuły nam wycieczki, gdyż Bieszczady są rejonem na tyle urokliwym, że ciężko nie przesiąknąć tutejszym klimatem. My postanowiliśmy już dać sobie spokój z lokalnymi specjałami produkowanymi prawie 500 kilometrów dalej i skupiliśmy się na winach. Kupiliśmy jedynie piwo KSU, ze względu na sympatię do muzycznej twórczości zespołu 😉

Nasza ocena

piwkopelne2 piwkopelne2piwkopuste2piwkopuste2piwkopuste2piwkopuste2

Piwna metryczka

Alk. 7%
Cena 5,50-6zł
Browar Racibórz
Gdzie wypić? Beerfy.com